poniedziałek, 16 stycznia 2017

Die 15 Januarii "Przy haśle wytrębywano ..." czas, czas goni nas


"Die 15 Januarii

Przy haśle wytrębywano, aby od północy wszyscy beli gotowi i konie siodłane mieli obawiając się, aby Moskwa czego nie tentowała na Wodokrzcze."

Zegar kaflak ze zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie


W tym fragmencie diariusza smoleńskiego są zawarte ciekawe informacje. Informacje o czasie i porządku czasowym doby. Dziś wszyscy mamy zegarki, albo inne przyrządy mierzące i podające czas jak telefony, tablety itp. Kiedyś zegarki były towarem luksusowym i dokładne określanie godzin było utrudnione. W mieście pomocny był zegar ratuszowy, w obozie wojskowym czasem zarządzał wódz wojska i jego oficerowie. Oczywiście podstawowym regulatorem był wschód i zachód słońca. Noc była czasem odpoczynku, ale i wzmożonego czuwania wart. Przed zapadnięciem zmierzchu, około godziny przed, podawano hasło i parol na nadchodzącą noc i przy tej okazji przekazywano rozkazy. W cytowanym tekście podano rozkaz do gotowości oddziałów, siodłaniu koni. O północy wszyscy mieli być przygotowani. Po wydaniu hasła i rozkazów "wytrębywano hasło" i od tego momentu wprowadzano w obozie zaostrzony reżim, ograniczano nocne wizyty i spotkania towarzyskie, wprowadzano środki ostrożności. W 17 wieku nazywano to "wytrębywanie hasła", "hejnał wieczorny", potem w XVIII wieku zaczęto tę czynność nazywać "wybiciem capu" lub "capstrzykiem". W czasie nocy drugim stałym elementem czasu była północ, zwana też "szarwchem". Wtedy następowały zmiany wart, czasami wprowadzano sygnał dźwiękowy grany na trąbce lub bębnach.

Muzykańci

sobota, 24 grudnia 2016

Upominki 24 grudnia 1633 roku

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia wszystkiego najlepszego od Rodziny Rejf. Wielu duchowych przeżyć, zgody i spokoju. Wielu wspaniałych upominków od św. Mikołaja
Ode mnie mały upominek w postaci listu Władysława IV do podskarbiego wielkiego koronnego Jana MIKOŁAJA Daniłowicza ;)

"Władysława IV do Jana Mikołaja Daniłowicza (podskarbi wielki koronny), obóz na Bohdanowej Okolicy 24 XII 1633
A iż wiemy, jako są ścisłe natenczas rationes skarbu Rzeczypospolitej i naszego, których nie radzibyśmy nowem wydatkiem bardziej obciążali, kiedy jednak uważamy potrzebę Rzeczypospolitej, jako dla niej zdrowia naszego nie żałujemy, tak i pieniędzy, któremi by się jej bezpieczeństwo zasłoniło, żałować nie możemy. Z omieszkania tak długiego w odprawie posłów tatarskich obawiamy się, o czym nam też wiadomości przychodzą, aby urażone pogaństwo nie chciało państw naszych na przyszły rok wojować, a zwłaszcza jeśliby Abaza pasza chciał dalej co hostile moliri przeciwko państwom naszym. Zaczym zdało się nam posłać też do cara posłańca naszego stwierdzając i tę przyjaźń zaczętą, która posłaniem wojsk po dwakroć do Moskwy oświadczył, i zamysły jego, jeśliby jakie niechętne przeciwko państwom naszym miał rozrywając. Przeto jeśliby zdanie J.W. kasztelana krakowskiego, na które się w tej mierze referujemy, nastąpiło takie, żeby skarbu posłaniec ten mógł mieć prętką odprawę dla prędszego do ordy przybieżenia. A iż pogaństwo to najsnadniej upominkami da się do wszystkiego przywodzić, rozumiemy rzecz być potrzebną, aby się jakie upominki carowi, gałdze i nuradynowi posłało, jako lubo miednice jakie z nalewkami, roztruchany, kubki, bronie jakie, o czym znieś się U.W. z J.W. kasztelanem krakowskimi to , co będzie on rozumiał, weźmi U.W. u kupców na kredyt swój za cztery albo pięć tysięcy, które szczęśliwe będą, gdy niebezpieczeństwa od krajów ruskich stamtąd odwrócą. Nie wątpiemy, że U.W., któremu też na całości krajów ruskich należy, zażyjesz pilnego starania, żeby się tej potrzebie wygodziło."



I tak o to król wrobił podskarbiego Jana MIKOŁAJA Daniłowicza w bycie św. Mikołajem ;) dla Tatarów i kupców.

Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego
w czasie
Świąt Bożego Narodzenia

Życzy


RODZINA REJF

wtorek, 20 grudnia 2016

Moskiewska manipulacja 14 Junii 1634 roku Jassy


Ostatnio sporo manipulacji w naszych mediach tradycyjnych i społecznościowych. I dawniej posuwano się do "manipulacji medialnych". Oto przykład jednej z nich. Na dworze Cara Tureckiego Murada IV, który w owym czasie przebywał w Jassach i szykował się do wojny z Rzeczpospolitą, wydarzyło się swego rodzaju przedstawienie:

"Moskwa krzywoprzysięga i dotąd pobudza Turczyna, aby koniecznie kontynuował wojnę z jednej strony, a oni z drugiej i teraz świeżo byli posłowie moskiewscy. Tatarzyn sam jeden bardzo poraniony przybył do Jas, który był w Moskwie z sołtanem (sułtan, czyli syn chana, Mubarek Gerej w 1633 wyprawił się do Moskwy łupiąc ją aż do rzeki Oki) i bieży wprost do cesarza, każąc się nieść, by też miał w drodze zdechnąć, aby tylko opowiedział cesarzowi tureckiemu, jako wielką szkodę odnieśli Polacy od Moskwy a dotąd nie mają pokoju, a sam K.J.M. poszedł do Wilna. Tak sam rozgłosił pies pogański; nie wiem, jako się przekradł, że sam przybył, ranny, od wojska tatarskiego, które było w Moskwie z K.J.M. Powtarzam i drugi raz, iż nieomylnie pogaństwo ruszyło się z miejsca i ciągnie z wojski na Koronę Polską."


Murad IV sułtan turecki


Tak pisał jeden z nieznanych z imienia i nazwiska "odważnych ludzi w wojsku tureckim", którzy pracowali dla hetmana Koniecpolskiego.
Mamy tu opisane wspaniałe przedstawienie mające ponaglić sułtana do działania, pokazać że Rzeczpospolita jest słaba, a król uciekł z placu boju i schronił się w Wilnie. Można sobie wyobrazić padającego na ziemię, leżącego, broczącego krwią odważnego Tatara, który ostatnim tchnieniem szepce o zgubie Polaków i triumfie Moskwy. Miała to miejsce 16 czerwca 1634 roku, ale jak pamiętamy 13 czerwca 1634 na drugim końcu Europy podpisany został pokój wieczny zwany Pokojem Polanowskim, a negocjacje nad nim trwały już dłuższy czas. To urok czasu bez komórek i facebooka gdzie wiadomości szły tygodniami i Moskwa jeszcze w ten sposób próbowała odwrócić losy. Dziś możemy szybko obnażyć prowokację i manipulację, wtedy trwało to jakiś czas i zdało się że "nieomylnie pogaństwo ruszyło się z miejsca i ciągnie z wojski na Koronę Polską." 
Dzięki szczęściu wojennemu króla i hetmana, ale i dzięki takim "odważnym ludziom" nic z tych planów nie wyszło. Szpiedzy bo tak ich trzeba nazywać, informowali w listach o ruchach wojsk tureckich, oraz o równie ważnych dla kampanii, nastrojach panujących na dworze Cara Tureckiego. W czasie całej kampanii przeciw Abazy paszy, i później w czasie przygotowań do odparcia najazdu Murada IV hetman regularnie dostawał informacje od swoich szpiegów. Dobry dowódca musiał mieć wiedzę o przeciwniku, i umieć ją później dobrze wykorzystać. Hetman Koniecpolski zadbał o to. Pomogło mu to uniknąć najazdu tureckiego i zabezpieczyć południowe granice Rzeczpospolitej.

piątek, 16 grudnia 2016

17 decembris 1633 "List U.W. de data 27 octobris, które miał insze poprzedzić, na ostatku nam przyniesiony"

Tak narzekał król na swoją pocztę, ale cofnijmy się jeszcze trochę w czasie.

27 octobris Hetman Wielki Koronny pisał do króla Władysława IV Wazy "Wywiodłem i ja wojsko W.K.M przeciwko niemu ..." tak, 22 październik, rozpoczęła się bitwa pod Kamieńcem Podolskim.
W liście tym hetman relacjonuje przebieg walk jakie stoczył z Abazy paszą. Działania te dla hetmana i Rzeczypospolitej zakończyły się zwycięstwem i powstrzymały zapędy tureckie.
Wkroczenie Mehmeda Abazy paszy w ziemie ukrainne było inspirowane przez moskiewskiego posła - bo jak możemy przeczytać "Moskiewski poseł jest snać przy nim (przy Abazy), który go coraz upominkami, a jeszcze większymi obietnicami zagrzewa." Działania te miały pomóc wojskom moskiewskim walczącym daleko pod Smoleńskiem. Szczęśliwie po przegranej awanturniczego paszy, cały ten plan upadł .

Te wydarzenia spod Kamieńca Podolskiego są tylko pretekstem do wspomnienia o bardzo ważnym elemencie zarządzania państwem jakim były listy, poczta i kurierzy. Dziś w dobie niczym nie skrępowanej informacji, poczty e-mail, sms-ów, telefonów komórkowych, mobilnego internetu i telewizji jesteśmy wstanie przesyłać wiadomości na żywo, w kilka sekund. Kiedyś nie było to takie proste.

Mapa Litwy z 1609 roku.
Z lektury listów między królem i hetmanem wynika, że listy te trafiały do adresata po około miesiącu. List którego historię opowiem, napisany i zapewne wysłany 27 października z obozu pod Kamieńcem Podolskim do 22 listopada nie dotarł do rąk króla, który przebywał w obozie na Bohdanowej Okolicy pod Smoleńskiem. Tego dnia król wspomina, że przez "niepośpiech wielki Kozaków tych, którzy na poszcie do U.W." ważny list opisujący zwycięstwo hetmana nie dotarł. Król musiał domyśleć się pomyślnych wieści z następnego listu wysłanego przez hetmana umyślnym kozakiem, dnia 5 listopada, w którym opisywał dalszy przebieg kampanii. Czyli ten drugi list szedł od 5 do 22 listopada, 17 dni. Ten drugi list kozak umyślny (w dzisiejszej nomenklaturze - Kurier Pocztex) wiózł dwa i pół tygodnia. "Kozacy posztowi" (w dzisiejszej nomenklaturze - list zwykły) wysłani 27 października nie dowieźli listu w trzy i pół tygodnia. Jak się okazuje nie dowieźli i później, co wynika z dalszej korespondencji. Nie dowieźli i 3 grudnia o czym król informuje hetmana w odpowiedzi na listy z 15 i 20 października (49 i 44 dni), „tego jednak jeszcze nie mamy, którymeś nam U.W. oznajmował o prześciu pogańskim przez Dniestr, czego poszty leniwe są przyczyną”. Dopiero 17 grudnia Władysław IV napisał hetmanowi, że „List U.W. de data 27 octobris, które miał insze poprzedzić, na ostatku nam przyniesiony, czego niedbalstwo i niepośpiech tych Kozaków, którzy z Warszawy do U.W. jeżdżą, których też karać rozkazaliśmy.”  List szedł 51 dni. 
Okazuje się, że listy z Kamieńca Podolskiego najpierw jechały do Warszawy, potem przekazywane były, lub ten sam „Kozak” wiózł je dalej do Smoleńska. Rzut oka na mapę pokazuje, że dystans Kamieniec Podolski - Warszawa - Smoleńsk jest około półtorej razu dłuższy, niż bezpośredni z Kamieńca Podolskiego do Smoleńska. Jednak to tylko na mapie. Bezpośrednia droga z Kamieńca Podolskiego do Smoleńska prowadziła przez dosyć dzikie tereny Polesia i biegu rzeki Prypeci. Mnóstwo bagien, torfowisk, rzek i strumyków utrudniało przejazd. Przekazywanie listów przez Kijów było raczej ryzykowne. Droga z Kijowa do Smoleńska prowadziła zbyt blisko granicy z państwem Moskiewskim. Dystanse są ogromne, między Warszawą a Smoleńskiem około 900 km, dla porównania do Gdańska jest około 300 km. Ci co jeżdżą na inscenizacje do Grolle lub Palmanova mogą to sobie jeszcze lepiej uzmysłowić. Z Warszawy do Grolle, Bourtange czy Palmanova jest około 1050 km, czyli tylko 150 km więcej niż do Smoleńska czy Kamieńca Podolskiego.

Fragment mapa Europy z 1658 roku.
Na mapce zamieściłem główne miasta Rzeczypospolitej, ale i mniejszy Sokal. Jak wynika z korespondencji hetmana Stanisława Koniecpolskiego z Tomaszem Zamoyskim w Sokalu istniał punkt pocztowy "Obiecałeś mi W.M.m.m.P z łaski swej za każdą posztą na Sokal dawać znać ...". Tak więc prócz dużych miast takich jak Warszawa, Kraków, Wilno czy Lwów, niektóre mniejsze miasta też posiadały jakieś punkty pocztowe, gdzie można było zostawiać listy. Za odpowiednią opłatą wożone były dalej. Jakie opłaty? „ze Lwowa do Zamościa groszy 1,5, do Lublina groszy 2, do Warszawy groszy 3”.

W szerszej perspektywie pokazuje to, że król musiał dobrze dobierać sobie współpracowników, którzy w tym czasie działali na dalekich peryferiach Rzeczypospolitej. Przy takich odległościach i ograniczonych możliwościach komunikacji, swoimi decyzjami wielokrotnie musieli sprostać zadaniom od których zależały dalsze losy i bezpieczeństwo Rzeczypospolitej. Niepowodzenie w walkach z Mehmetem Abazy paszą, zmusiło by króla do innych rozstrzygnięć pod Smoleńskiem.

Na koniec dodam jeszcze by w czasie przedświątecznych wysyłek nie narzekać na dzisiejszą pocztę, że parę dni się spóźni. Co to jest te parę dni w porównaniu z tygodniami. Lepiej usiąść i napisać do kogoś prawdziwy list z życzeniami na święta i wysłać go Pocztą Polską ;) Ma już prawie 460 lat.

środa, 7 września 2016

die 7 Septembris 1633 - Król wspomaga obrońców

Jakiś czas temu opisałem pierwsze starcie na Górze Pokrowskiej 7 września 1633 roku. Wtedy to wojska królewskie przedzierały się przez chrosty i kobyliny by dojść do ostróżka Matisssona i odblokować drogę do Smoleńska. Dziś przytoczę opisy dalszych działań wojska tego dnia:

"Na dwu górach ta utarczka była, które gdy im głęboki rów dzie­lił, i ten rów spuszcza się aż do rzeki, trzymała się Moskwa trochę strzelając się z rotami kozackiemi, rajtarskiemi, dragońskiemi i pieszemi, przyszło do szabel wielu z rot kozackich i musiała być wielka szkoda w nieprzyjacielu, w ten czas przypadło sześćset ludzi ze Smoleńska, którzy dwa blokauzy moskiewskie nad brzegiem Dniepru wysiekli i dział parę nieprzyjacielskich wzięli, i do wielkiego ostroga na Górze Pokrowskiej przypuszczali pospołu z drugim wojskiem, strzelba z obu stron była sroga, i gdyby naszych ile pieszych była więtsza ochota i constantia , byłby ten ostróg w ręku na pierwszym wstępie JKM, ale wytchnąć kazano wojsku dla utraty ludu w dzień Najświętszej Panny, który na świtaniu znowu szczęścia i łaski Bożej spróbowawszy, mógł być wzięty. Ten bowiem ostróg wziąwszy mógł nasz obóz stanąć obok Smoleńska na Górze Pokrowskiej, tak zeby między zamkiem i obozem me tylko rzeka Dniepr i te dwa mosty do rzeki mające, którzy naszy Smoleńszczanie trzymają, jeden cały z brzegiem i z szańcem, a drugi więtszy, na którym działa ich szkodziły, sami od brzegu Góry Pokrowskiej zrzucili. Zaczym jeśli nam tylko z polowej zostało zganiać oblężenie nieprzyjacielskie, acz byłoby jeszcze incommodum (pełnego zwycięstwa) na tym miejscu, że nie zniosłszy ostrogu Pożarskiego, nie mielibyśmy brzegu całego i rzeki całej z żywnością, bez której byłoby wojsku bardzo ciężko, trzeba było wiele wojska odważyć na zniesienie ostrożków Prozorowskiego, sądowi tedy Pańskiemu potajemnemu to zostawiwszy, dla czego Pan Bóg dnia tego nam consummatam victoriarn nie dał przez otrzymanie ostrożku tego, bo nazajutrz zdało się wprzód KJM, potym i inszym ichm. dać pokój dobywania onego, do którego skradało się w nocy ludu świeżego do dwu tysięcy albo półtoru, a przedtym także było ze dwa tysiące, które i z dział, i strzelby ręcznej znacznie narażono, bo już sobie tęsknili, i trzy roty usarskie z koni pozsiadawszy z szablami i strzelbą do ostroszku poskoczyć chciały. Ten jednak znaczny triumf na tym znacznym wstępie wojny KJM, ze sami we środę w wigilią Najświętszej Panny wyszli primarii (znakomici obywatele) ze Smoleńska do KJM i do wojska naszego, z których KJM jednego, to jest p. Wojewódzkiego pocałował i obłapił, i innych przedniejszych, co wszystkim patrzącym miłe łzy wycisnęło, wyszło zatym piechoty Królewicza JM dwanaście set do zamku smoleńskiego na żywność, dał KJM i Królewicz JM to, co przy sobie mieli, prochów dodano dostatek. Stało wojsko na Górze Pokrowskiej przez noc całą, spaliśmy w nocy wszyscy tak jakośmy chodzili we dnie, sprawiedliwy post na chlebie i na wodzie odprawiło niemal wszytkie wojsko, albo wiele ich ex voto (wskutek ślubowania) i chleba nie jedli z wielką ochotą idąc na nieprzyjaciela. Nazajutrz znowu weszli do zamku ci, którzy z nami spali Smoleńsczanie, a wojsko w wielkim pokoju zwróciło się do obozu, bo nieprzyjaciel ani się pokazał z ostrożkow swych. W tej drugiej części piechoty wojska piechoty rannej jest po trosze, zabitych niewielum widział. Roty usarskie nie potykały się, bo i patrzeć z dala nie mógł na nie nieprzyjaciel, zaraz z pola uciekła Moskwa, skoro się ku nim pomknęli usarze. Znaczny rotmistrz albo pułkownik tu zginął p. Szmeling, a podobno steraphi (?), jeśli Pan Bóg jemu nie dał światła z nieba, niedobrze. O straconych w tej bitwie i potrzebie nie masz nic pewnego, jedni mniej, drudzy więcej liczą, najwięcej pięćset kładą, ale ja temu nie wierzę. Tom tylko nadmienił, com słyszał albo widział. Także o nieprzyjacielu pobitym nie masz też pewnej wiadomości. Przedało się wiele nieprzyjaciół i pojmanych jest dostatek."

"Regiment królewica JMci Kaziemierza,
bo się drugie ociągały, z ochoty i rozkazania
samego królewica JMci wszedł do Smoleńska"


Jak widać wojsko królewskie zagnało nieprzyjaciela do ostróżka nie dając mu działać przeciw wsparciu obrońców miasta. Niestety samego ostróżka nie udało się zdobyć bo jak w innym opisie czytamy "jako tu u nas czasem nieporządek być musi i w najlep­szą okazyją, kiedy beło dalej na zatrwożonych w ostro­gu nacierać, kul i knotów nie stało". Król zdecydował się z całym wojskiem pozostać na noc pod ostróżkiem Mattisona, by nazajutrz przez Bramę Królewską wprowadzić do miasta wsparcie dla obrońców, czyli regiment królewicza Kazimierza i zaopatrzenie w postaci prochów, knotów i pieniędzy. Przy czym nie obyło się beż żenującej sytuacji którą przytoczę:

"tamże i Król JM sam mężnie nastę­pował, lubo barzo z dział najwięcej naszych rażono, jednak Król JM tuż zaraz za piechotami następował, która tak się beła blisko pod ostrogiem z nieprzyjacie­lem zwarła, że długo nic ich w ogniu i dymie widać nie było. Za pomocą jednak Bożą, w półtoru godzin z wiel­ką szkodą swoją beł nieprzyjaciel z całego placu spę­dzony i w ostrogu się zawrzeć musiał, a nam zaś snać, jako tu u nas czasem nieporządek być musi i w najlep­szą okazyją, kiedy beło dalej na zatrwożonych w ostro­gu nacierać, kul i knotów nie stało, za czym piechota bez nich do szturmu trudno następować miała i takeśmy onego ostrogu dnia tego zaniechać musieli. Jednak na tym pierwszym wstępnie dosyć się z łaski Bożej sprawiło, że się Smoleńskowi oblężonemu w ten czas pieniędzy, prochów i innej armaty, także i ludzi dodało. Prochu beczek 50, a cztery wozy knotów. Regiment królewica JMci Kazimierza, bo się drugie ociągały, z ocho­ty i rozkazania samego królewica JMci wszedł do Smo­leńska, bez żadnej wymówki spectante hoste most do Smo­leńska przechodził, a drugie się regimenty z swemi oberszterami sromotnie o to targowały. O czym bełoby siła pisać, ale czasu i bezpieczeństwa takiego nie masz. Kie­dy regiment ten królewicza JM wchodził do Smoleńska, stały dla obrony jego i co prowadzili wozów armatnych z obu stron dla obrony pułki nasze, jeśliby co nieprzyja­ciel przeciwko temu pułkowi tentować chciał, ale lubo i pułki nieprzyjacielskie gęsto wszędzie około w spra­wie stały, nic nie śmieli tentować ani z ostrogów, mimo które blisko pułk ten królewicza JMci szedł, wypadali i tak spectante et attonito hostili exercitu wszedł ze wszystkim cało do Smoleńska ten pułk królewica JMci."

Kareta Królewska
"Król JM w karecie, a my przy koniach swych nocleg odprawieliśmy"
ryc Wilhelm Hondius


Szczęśliwie wszystko zakończyło się dobrze i załoga Smoleńska mogła żywić nadzieję na szybkie zniesienie oblężenia.

środa, 15 czerwca 2016

15 Iuni - czas spędziliśmy na grze w karty.


Karty wykonane na wzór kart Marcina Skorupki
wykonała Gloria

Król zdążał pod Smoleńsk. Wiedząc że wojsko jeszcze się zbiera i nie musi zbytnio spieszyć się z odsieczą umilał sobie podróż na różne sposoby. Jednym z nich była gra w karty. O to co pisze Kanclerz wielki litewski:
"15 czerwca Dzień ten przeznaczono na wypoczynek; czas spędziliśmy na grze w karty. Ja, przy sprzyjającej fortunie, uszczknąłem pieniędzy,i królowi, i królewiczowi Kazimierzowi."

Niestety nie wiemy w jaką grę grali, ale w XVII wieku dosyć popularną grą była Pikieta, dlatego zamieszczam jej historię i zasady:

PIKIETA

Jedna z najstarszych gier karcianych pochodząca z Francji i według niektórych źródeł znana tam już pod koniec XIV wieku jako ronflé i cent. Zasady gry stworzył rzekomo Etienne de Vignolles (kawaler la Hire), towarzysz walk Joanny d'Arc. Pikieta rozpowszechniła się we Francji w XV wieku; szczyt popularności osiągnęła w XVIII wieku, gdy stała się znana w całej Europie. Obowiązujące do dzisiaj zasady gry i jej zapisu ustalił Charles Picąuet z Troyes. Nazwa gry pochodzi od jego nazwiska.

W Polsce pikieta w XIX wieku uważana już była za grę dawną, znano różne warianty gry: rummelpikietę, pikietę z rubikonem, rozbójnicką, normańską, cesarską, pisaną, „a la poule". W Rosji pikieta znana jest jako gra w „kogucika".

Karty (pisane) krakowskiego kartownika
Marcina Skorupki 1595r

Rekwizyty :

Talia tak zwana pikietowa (talia "polska" 32 karty, od asów do siódemek). Starszeństwo kart od asa do siódemki. Wartość punktowa kart: as — 11, figura i dziesiątka — 10, blotki — według ilości oczek. Nie ma koloru atutowego.

Zasady gry:

Pierwszego rozdającego wyznacza się przez losowanie. Rozdaje się po dwie karty. Każdy z graczy otrzymuje dwanaście kart. Pozostałe osiem kart rozdający rozdziela na dwa zakryte talony: pięcio kartowy (tak zwany talon przeciwnika) i trzy kartowy (tak zwany talon rozdającego).

Jeżeli któryś z graczy ma w ręku tak zwaną „carte blanche" (zestaw kart bez figur, bez żadnego króla, damy ani waleta), otrzymuje od razu dziesięć punktów premii.

Wymiana

Wymianę kart rozpoczyna przeciwnik rozdającego. Ma on obowiązek wymienić co najmniej jedną z kart w ręku na jedną z kart swego talonu. Może wymienić do pięciu kart (cały talon). Jeśli wymienia mniej niż pięć kart, pozostające na stole po wymianie karty swego talonu ma prawo podejrzeć.

Rozdający nie ma obowiązku wymiany. Może wymienić tyle kart, ile pozostało na stole (trzy ze swego talonu oraz te, które w swoim talonie pozostawił przeciwnik). Karty nie wymienione ma prawo po wymianie podejrzeć (poza tymi, które zrzucił przeciwnik).

Licytacja

Licytację rozpoczyna przeciwnik rozdającego.

Licytacja polega na kolejnym zgłaszaniu posiadanych w ręku długich kolorów, sekwensów i kompletów.

Ten z graczy, który ma najdłuższy kolor, otrzymuje za niego punkty - tyie punktów,, ile kart w kolorze. Je^ obydwaj gracze mają kolory tej samej długości, wygrywa w licytacji i zdobywa punkty za kolor ten z graczy, którego kolor ma wyższą wartość punktową (większą sumę oczek wszystkich kart w kolorze).

Następnie licytuje się sekwensy. Mają one swoje specjalne nazwy, wywodzące się z łaciny: sekwens ośmio kartowy (pełny kolor) — oktawa, siedmio kartowy — septa, sześcio kartowy — seksta, pięcio kartowy — kwinta, cztero kartowy — kwarta i trzy kartowy — terc.

Ten z graczy, który ma najdłuższy sekwens, otrzymuje za niego punkty. Za oktawę — 18, za septę — 17, za sekstę — 16, za kwintę — 15, za kwartę — 4, za terc — 3. Jeśli obydwaj gracze mają sekwensy tej samej długości, wygrywa w licytacji ten z graczy, którego sekwens rozpoczyna się od wyższej karty. Najstarszy sekwens, od asa, nosi dodatkową nazwę „major" (terc major, septa major).

Ten z graczy, który wygrał licytację sekwensów, zdobywa punkty nie tylko za sekwens wygrywający, lecz i za wszystkie inne, słabsze sekwensy w ręku.

Następnie licytuje się komplety: trzy lub cztery jednakiej wysokości karty w ręku. Ten z graczy, który ma najstarszy komplet, otrzymuje punkty. Za komplet cztero kartowy — 14, za komplet trzy kartowy — 3.

Każdy komplet cztero kartowy jest starszy od każdego kompletu trzy kartowego. Jeśli komplety są tej samej długości, w licytacji wygrywa komplet złożony z wyższych kart.

Ten z graczy, który wygrał licytację kompletów, zdobywa punkty nie tylko za komplet wygrywający, lecz i za wszystkie inne, słabsze komplety w ręku.

W licytacji kolorów, sekwensów i kompletów biorą udział wszystkie karty w ręku. Każda karta może być jednocześnie częścią koloru, sekwensu i kompletu.

Jeżeli w licytacji wzięły udział wszystkie karty gracza (każda z nich była częścią koloru, sekwensu lub kompletu), gracz otrzymuje 20 punktów premii za tak zwaną „carte rouge".

Jeżeli w licytacji któryś z graczy zdobędzie w sumie 30 punktów lub więcej, kontrpartner zaś nie zdobędzie ani jednego punktu, wygrywający licytację zdobywa dodatkowo 60 punktów premii.

Rozgrywka

Pierwszy wychodzi przeciwnik rozdającego. Nie ma koloru atutowego. O wzięciu lewy decyduje starszeństwo kart. Jest obowiązek dorzucania do koloru. Nie ma obowiązku przebijania starszą kartą.

Za każde wyjście ten z graczy, który wychodzi, otrzymuje jeden punkt (za wyjście, nie za wzięcie lewy!). Za ostatnie wyjście zdobywa się dwa punkty.

Rozgrywkę wygrywa ten z graczy, który weźmie więcej niż połowę lew. Za wygraną rozgrywkę (za siódmą lewę) otrzymuje się 10 punktów.

Jeśli w toku rozgrywki któryś z graczy zdobędzie 30 lub więcej punktów (łącznie z poprzednio otrzymanymi punktami za licytację), kontrpartner zaś nie ma ani jednego punktu, wygrywający otrzymuje dodatkowo 30 punktów premii. Premia ta oczywiście nie obowiązuje, gdy gracz otrzymał już uprzednio premię w licytacji za przekroczenie 30 zdobytych punktów.

Obliczenie otrzymywanych punktów prowadzi się zarówno w licytacji, jak i w rozgrywce na bieżąco.

Wygrywa ten, kto w sumie, w licytacji i w rozgrywce, zdobył więcej punktów. Wygrywającemu dolicza się za wygraną dodatkowo 100 punktów premii.

Pełna partia pikiety składa się z czterech rozdań; każdy z graczy rozdaje karty dwukrotnie.




Inna pikietę możemy odnaleźć w połowie XVII wieku. To satyryczne dziełko "Wesołe Echo Pikiety Woienney, y Lamentowney Dumy Karola Gustawa Krola Szwedzkiego " Tak to anonimowy autor porównał historię najazdu szwedzkiego na Rzeczpospolitą, do modnej ówcześnie gry karcianej. O tym może kiedy indziej.

piątek, 10 czerwca 2016

9 Juni 1595 - Narodziny Władysława

Dnia 9 czerwca minęła 421 rocznica narodzin Władysława Wazy przyszłego króla. Przyszedł na świat w królewskim pałacu w Łobzowie nieopodal Krakowa. Historia królewskiej rezydencji może być odbiciem historii Rzeczypospolitej. Założona przez Kazimierza Wielkiego przez lata była zameczkiem, potem pałacem ogrodami królewskimi. Posiadłość lata świetności przeżywała w pierwszej połowie XVII wieku.

Widok Łobzowa w początkach XVII wieku


Miejsce to często odwiedzał ojciec Władysława Zygmunt, sam ponoć doglądając drzew sadu i innych roślin.
Kres świetności rezydencji jak większości polskich zamków i rezydencji to 'Potop" szwedzki. Szwedzi splądrowali wnętrza pałacu. Jan III Sobieski próbował przywrócić świetność królewskiej rezydencji. W czasie wyprawy wiedeńskiej mieszkała tam i oczekiwała wieści Maria Kazimiera wraz z dziećmi.
Jednak 100 lat później Stanisław Staszic tak pisał o tym miejscu "Wspaniały ogród, w którym stały jeszcze owe starożytne lipy i dęby, ręką (...) monarchów sadzone (...) i te (...) szacowne drzewa wycięto, by na ich miejscu zasadzono kartofle i czwikłę" 

Widok Łobzowa w ruinie.


W XIX wieku już pod zaborami utworzono tam szkołę kadetów. W czasach II Rzeczypospolitej mieściła sie tam szkoła podchorążych, a dziś gospodarzem jest Politechnika Krakowska.